- Kategorie bloga:
- 100 km i więcej.28
- 200 km i więcej.1
- 51 - 79 km.96
- 80 - 99 km.35
- Bory Tucholskie 2009.12
- Bory Tucholskie 2011.7
- Geocache.1
- Litwa 2010.8
- Mapy z GPS.44
- Niemcy.117
- Okolice Szczecina.328
- Poj.Krajeńskie-Bory Tucholskie 2.7
- Polska Egzotyczna 2007.12
- Słubice i okolice.112
- Suwalska Trzydniówka.5
- Suwalszczyzna 2006.6
- Suwalszczyzna-Podlasie 2008.9
- Weekendowa wyprawa 2005.3
- Wyprawa 1 2006.10
- Wyprawy.52
Blog rowerowy. Aktualizowany od przypadku do przepadku. Spostrzegawczość jest ważna. Nie wiąż się z nim, jeśli nie lubisz dłuższej rozłąki. Zanim zaczniesz czytać zapoznaj się ze znaczeniem słów: ironia i sarkazm ;)
Przeklejam tylko wpis umieszczony
Wtorek, 5 sierpnia 2008 | dodano:05.08.2008
| Km: | 9.44 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:33 | Km/h: | 17.16 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | |||
Przeklejam tylko wpis umieszczony gdzie indziej, bo ręka jednak pobolewa :(
- - - -
Tak, do dnia dzisiejszego byłem prawiczkiem, nic, nigdy mi się nie przydarzyło ;)
Ok, krótko i zwięźle, bo stłuczona ręka jednak boli. Jechałem na rowerze ulicą z pierwszeństwem przejazdu. Na najbliższym skrzyżowaniu z prawej czekał samochód. Ten czekał grzecznie. Czekał też samochód ze strony lewej, i ten z kolei grzeczny nie był - jeszcze kiedy byłem kawałek od skrzyżowania wysunął swój nosek nieco dalej niż powinien. W tym momencie nieco zwolniłem, ale kiedy się zatrzymał przyśpieszyłem na powrót - a po chwili on również ruszył... Jechałem jakieś 30 km/h - nie jest to jakaś straszna prędkość, ale większość wie, że na rowerze nagłe zatrzymanie nawet przy takiej prędkości raczej nie kończy się przyjemnie.
Kiedy samochód ruszył starałem się wyhamować jak najszybciej i jak najłagodniej zarazem. I prawie mi się to udało. Niestety - prawie. Już kiedy niemal się zatrzymałem poczułem, że znajduję się dziwnie wysoko aż przelatuję przez kierownicę i ląduję na asfalcie. Wystawiłem obie ręce, zgięte, żeby się nie zakończyło złamaniem, ale niestety przerzuciło mnie mocno na lewą stronę i wylądowałem praktycznie na jednej ręce. Przetoczyłem się do tego po kolanie, więc będzie na nim strup jak u siedmiolatka ;)
To tyle tytułem opisu "zdarzenia", zaskoczyła mnie natomiast reakcja ludzi - nierzadko przecież zdarza się, że nikt nic nie widzi, nie reaguje. Tym razem było inaczej - z samochodu, który był po mojej prawej wyskoczył facet z tatuażem i od razu zaczął dawać znać, że takich kierowców jak gówniarz z samochodu biorącego udział w wypadku to on by... Wyobrażacie sobie co on by? ;) Tak, w dodatku była to ulica, na której zawsze stoją uczynni mieszkańcy i szczerze mówiąc stwierdziłem, że sytuacja robi się niebezpieczna dla nieszczęśliwego dla mnie kierowcy - z samochodu wysiadł przestraszony młodzieniec.
Poprosiłem go na bok, a grupę mężczyzn wyglądającą jakby zaraz miała się zabrać do linczu uspokoiłem, że sam to załatwię. Gówniarza spytałem siląc się na ciężki ton: "to co, teraz już pewnie będziesz uważał?". Jego twarz cała wyrażała jedną wielką chęć uważania na drodze za najważniejszą czynność w życiu. Chyba rzuciłem coś dowcipnego, bo się uśmiechnął, więc pociągnąłem dowcip dalej mówiąc, żeby się tak nie uśmiechał, bo jak Ci faceci za mną zauważą, że on się uśmiecha...
Uśmiech zniknął. Cóż, zabrałem jego dane oraz dane wytatuowanego faceta (któremu zresztą podziękowałem, bo naprawdę czasem nie zatrzymuje się nikt) i pojechałem do domu. Całość zakończyła się prawdopodobnie mocnym nadwerężeniem stawów i ścięgien ręki, na której wylądowałem, bo pobolewa, ale nic więcej z tego raczej nie będzie. Dziwne zdarzenie, bo wynika z niego, że praktycznie wziąłem w obronę chłopaka, który mnie o mały włos nie rozjechał, ale... mam wrażenie, że nie był to gówniarz, który takiego zdarzenia nie weźmie sobie do serca. Czasem takie rzeczy po prostu się czuje choć niekoniecznie muszą być to odczucia prawdziwe... BTW. jak wynika z danych, które mam próbuje zostać/jest programistą ;)
Apeluję więc - ludzie na drodze to nie zera i jedynki! A rowerzyści nie mają żadnego firewalla... ;)
- - - -
Tak, do dnia dzisiejszego byłem prawiczkiem, nic, nigdy mi się nie przydarzyło ;)
Ok, krótko i zwięźle, bo stłuczona ręka jednak boli. Jechałem na rowerze ulicą z pierwszeństwem przejazdu. Na najbliższym skrzyżowaniu z prawej czekał samochód. Ten czekał grzecznie. Czekał też samochód ze strony lewej, i ten z kolei grzeczny nie był - jeszcze kiedy byłem kawałek od skrzyżowania wysunął swój nosek nieco dalej niż powinien. W tym momencie nieco zwolniłem, ale kiedy się zatrzymał przyśpieszyłem na powrót - a po chwili on również ruszył... Jechałem jakieś 30 km/h - nie jest to jakaś straszna prędkość, ale większość wie, że na rowerze nagłe zatrzymanie nawet przy takiej prędkości raczej nie kończy się przyjemnie.
Kiedy samochód ruszył starałem się wyhamować jak najszybciej i jak najłagodniej zarazem. I prawie mi się to udało. Niestety - prawie. Już kiedy niemal się zatrzymałem poczułem, że znajduję się dziwnie wysoko aż przelatuję przez kierownicę i ląduję na asfalcie. Wystawiłem obie ręce, zgięte, żeby się nie zakończyło złamaniem, ale niestety przerzuciło mnie mocno na lewą stronę i wylądowałem praktycznie na jednej ręce. Przetoczyłem się do tego po kolanie, więc będzie na nim strup jak u siedmiolatka ;)
To tyle tytułem opisu "zdarzenia", zaskoczyła mnie natomiast reakcja ludzi - nierzadko przecież zdarza się, że nikt nic nie widzi, nie reaguje. Tym razem było inaczej - z samochodu, który był po mojej prawej wyskoczył facet z tatuażem i od razu zaczął dawać znać, że takich kierowców jak gówniarz z samochodu biorącego udział w wypadku to on by... Wyobrażacie sobie co on by? ;) Tak, w dodatku była to ulica, na której zawsze stoją uczynni mieszkańcy i szczerze mówiąc stwierdziłem, że sytuacja robi się niebezpieczna dla nieszczęśliwego dla mnie kierowcy - z samochodu wysiadł przestraszony młodzieniec.
Poprosiłem go na bok, a grupę mężczyzn wyglądającą jakby zaraz miała się zabrać do linczu uspokoiłem, że sam to załatwię. Gówniarza spytałem siląc się na ciężki ton: "to co, teraz już pewnie będziesz uważał?". Jego twarz cała wyrażała jedną wielką chęć uważania na drodze za najważniejszą czynność w życiu. Chyba rzuciłem coś dowcipnego, bo się uśmiechnął, więc pociągnąłem dowcip dalej mówiąc, żeby się tak nie uśmiechał, bo jak Ci faceci za mną zauważą, że on się uśmiecha...
Uśmiech zniknął. Cóż, zabrałem jego dane oraz dane wytatuowanego faceta (któremu zresztą podziękowałem, bo naprawdę czasem nie zatrzymuje się nikt) i pojechałem do domu. Całość zakończyła się prawdopodobnie mocnym nadwerężeniem stawów i ścięgien ręki, na której wylądowałem, bo pobolewa, ale nic więcej z tego raczej nie będzie. Dziwne zdarzenie, bo wynika z niego, że praktycznie wziąłem w obronę chłopaka, który mnie o mały włos nie rozjechał, ale... mam wrażenie, że nie był to gówniarz, który takiego zdarzenia nie weźmie sobie do serca. Czasem takie rzeczy po prostu się czuje choć niekoniecznie muszą być to odczucia prawdziwe... BTW. jak wynika z danych, które mam próbuje zostać/jest programistą ;)
Apeluję więc - ludzie na drodze to nie zera i jedynki! A rowerzyści nie mają żadnego firewalla... ;)
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!











